Dlaczego nauka angielskiego poprzez oglądanie filmów to głupota

Wielokrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, iż najlepszą metodą nauki języka angielskiego jest oglądanie filmów oraz słuchanie muzyki w języku angielskim. Oczywiście często występuje to w bliskości zdania „nie ucz się gramatyki – szkoda czasu”. Można więc wysunąć wniosek, iż gramatyka to strata czasu, a każdy uczeń powinien oglądać filmy 12 godzin dziennie i po miesięcu będzie mówić lepiej niż przeciętny Anglik.

Czy nauka angielskiego w ten sposób jest dobra?

Przede wszystkim, największą głupotą jest polecanie tej techniki osobom początkującym. Gwarantuje wam, że nawet jak w filmie pojawi się 100 razy idiom czy fraza, to i tak jeśli jej wcześniej nie znaliście, to jej nie zapamiętacie. Większość uczniów nie rozumie angielskiego (szczególnie slang używany często w filmach) i na prawdę oglądanie filmów czy słuchanie muzyki (gdzie często jest mnóstwo błędów – bo sie musi rymować ;), to strata czasu.

Proszę zrobić eksperyment. Nowy film w kinie, na czym się bardziej skupiacie – na polskich napisach czy wymowie? Właśnie…

Nauka jako tako poprzez oglądanie filmów po prostu nie istnieje. Można się tak oszukiwać i mówić sobie, że przecież sie uczy, ale to bardzo niefektywna metoda. Jedyny plus, jak już ktoś dobrze zna angielski i ćwiczy sobie rozumienie ze słuchu (ogląda bez napisów w oryginale), ale to dotyczy tylko osób na poziomie zaawansowanym.

Tak więc, wyłączcie TV i do książek ;)